Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty
Maryja nie zawsze dziewica

Maryja nie zawsze dziewica

źródło: Laserpope

Założyłam na szyję zamszowy krzyżyk, do ręki wzięłam miecz, aż żar rozpalił me serce. Zaczyna się jak utwór Manowara? Mało kto wie, że zanim zostałam zdegenerowaną istotą ludzką, byłam bliska zostania paladynem, level 70. Ewentualnie magiem bitewnym.


Porzućmy jednak konwencję RPG, bo paladyni byli na przykład w Diablo, a my będziemy mówić o Bogo. Jest rok Pański dwa tysiące siódmy. Dawno, dawno temu za górami za lasami, żyje sobie dziewczyna, która mocno wierzy w dobro. Jako dobro uosabia Boga, bo tak ją wychowano. Pochodzi z bardzo wierzącej rodziny z tradycjami, której drzewo genealogiczne sięga szesnastego wieku. Jej przodkowie wychodzili "na dwór", mieli herby, rycerzy, etosy i panny ciężkich obyczajów. Jej babka i prababka nie pozwalały swoim narzeczonym całować się przed ślubem, a im nie pozwalano - dla przykładu - tańczyć ekspresyjnie i mieć własne zdanie.

Któregoś dnia ta dziewczyna zaczęła zadawać trudne pytania. 

Skoro Maryja miała męża, to skąd pewność, że była zawsze dziewicą?
Tak uznajemy.
Jaki jest sens życia? 
Jezus Chrystus Pan nasz Jedyny w Trójcy Jedyny.
Czy Bóg na pewno istnieje?
Tak, bo my w to wierzymy.
Dlaczego seks przedmałżeński jest grzechem?
Bo nie je się deseru przed daniem głównym (?!).
Co jeśli po śmierci nie ma nic? 
Nie jest to możliwe, bo wierzymy, że jest inaczej.
Dlaczego Pius XI opowiadał się za polityką państw osi Rzym-Berlin?
Nie wiem o kim mówisz, Aniu.
Dlaczego grzeszne postępowanie Jana XII, Aleksandra VI, Stefana VI i wielu innych papieży nie zostało oficjalnie potępione przez Kościół instytucjonalny?
Rosół to zdrowy posiłek.
A inkwizycja?
Jedz, bo wystygnie!





Strasznie chciała, żeby odpowiedzi na te pytania nie brzmiały jak wyznania kogoś, kto objawia zaawansowane stadium schizofrenii - jednak na próżno. Rodzina, katecheci, księża, ich poziom argumentacji, nie był w stanie, w jej siedemnastoletnim odczuciu, sprostać wyzwaniu. 
Ona czytała pismo święte jak Kodeks Karny, względnie Cywilny. 

Gdy ktoś jej mówił, że światem rządzą Illuminaci, prosiła o źródło. Gdy ktoś mówił, że jest aresztowana, prosiła o paragraf. Gdy ktoś mówił, że macanie cycka przez chłopaka jest grzechem, prosiła o cytat z Biblii. Poszukiwanie prawdy okazywało się prawie zawsze niemożliwe, więc nasza bohaterka zadecydowała:

Będę studiować teologię. 
Cholera, ale jestem jeszcze na to za młoda.

Wiem! Pojadę na rekolekcję.


Blair Jesus Project


Województwo małopolskie, powiat nowotarski, gmina Spytkowice. Stary autobus zatrzymuje się przy posesji domu parafialnego aka domu rekolekcyjnego. Z autobusu wychodzi młodzież od późnej podstawówki po późne liceum, a także ksiądz, kilka starszych kobiet i mężczyzn, czarownica i stara szafa. Jestem tam i ja. Narnia właśnie się rozpoczęła. Po kilku godzinach, ciepłym słowie i posiłku, okazuje się, że oto Szatan knuje i jest awaria ciepłej wody. Na szybkości następuje decyzja - nowy ośrodek szkoleniowy.

Województwo śląskie, powiat żywiecki, gmina Czernichów. Autobus nie jest w stanie dojechać na miejsce docelowe. Aby zatem się na nie dostać, należało wziąć tobołki i ruszyć pod stromą górę. Dookoła tylko lasy i góry, najbliższy sklep za pięć kilometrów, najbliższa rozsądna osoba - cholera wie gdzie. Szybko okazało się, że nie wiem czy dotarłam na obóz Jezusa czy do Blair Witch Project. Piękne okoliczności przyrody mieszały się z niepokojącym klimatem gęstych kniei.  

Wnoszę rzeczy do swojego pokoju. Okazuję się, że pomieszczenie będę dzielić z kilkoma dziewczynami. Pościel pamiętała nie tylko Gierka, ale myślę, że i Tutenchamona. Nie ważne, wszystko nie ważne, bo jestem bliżej Boga niż kiedykolwiek.

Do zmroku jest całkiem zajebiście.

Znowu dostajemy jedzenie i to nawet zjadliwe, poprzedzone śpiewo-modlitwą. Nie drażni mnie jej niezbyt górnolotny tekst, bo w obliczu głodu, to pikuś. Jestem rada, że przez najbliższe 10 dni będę mogła partycypować w dojrzałej teologicznej przygodzie, która pogłębi moją wiarę i odpowie na nurtujące pytania. Po kolacji i krótkim nabożeństwie, udaje się po kosmetyczkę i przybory okołopiżamowe, by następnie udać się do łazienki. 


Matka Joanna od horrorów


Rekolekcyjna formacja, w której partycypowałam, to formacja-dziecko Archidiecezji Krakowskiej. Swoją strukturą przypominała paramilitarną jednostkę. Uczestnicy dzielili się na uczestników kilku stopni "wtajemniczenia" (nieco upraszczając - każdy kolejny wyjazd, to kolejny stopień). Oprócz uczestników byli tam także animatorzy, czyli młodsi opiekunowie, omc animatorzy ("o mało co" opiekunowe, czyli opiekunkowe wannabies) oraz moderatorzy czyli oberstgruppenfuhrerzy.

Tym ostatnim była Joanna. Kilka lat starsza ode mnie dziewczyna z dwoma kucykami. Nie wiem jak to się stało, że Joanna nie została zakonnicą, a dalej siostrą przełożoną jakiegoś zakonu klauzurowego, z którego później dochodzą nas wieści ex-zakonnic o potwornym traktowaniu. No więc Joanna postanowiła pełnić tego typu posługę tylko bez sakramentu od biskupa. Mam teorię, że za bardzo lubiła oczojebne ogrodniczki i tym samym niezbyt dobrze czułaby się w czarnym, ponurym habicie, by podjąć taką decyzję.


Joanna zatrzymuje mnie na korytarzu, gdy dzierżę szczoteczkę do zębów wraz z resztą i pyta:
- A ty gdzie?!
Jak to gdzie, zapewne idę czytać Mein Kampf w lesie.
- No... Umyć się idę?
- Kąpiemy się rano.
- Ja mam zwyczaj kąpać się wieczorem - mówię i wymijam ją dalej idąc w stronę łazienki.

Joanna za pomocą pola siłowego wytworzonego dzięki specjalnym darom Ducha Świętego blokuje mnie tak, że nie mogę ruszyć dalej.

- Powiedziałam, że tutaj myjemy się rano!!!!
- Jest środek lata, jest upał, jesteśmy po podroży, ja mam okres, idę się umyć - oświadczam i idę dalej.

Za mną wytworzyła się grupka dziewczyn, które podobnie jak ja chciały zmierzać do damskiej łazienki -  w ciszy obserwowały całą sytuację.

- Słuchaj - mówi Joanna - Musisz się słuchać moderatora, takie są tu zasady. Skoro ja mówię, że umyjecie się rano, to umyjecie się rano. Jest już późno, rano trzeba wcześnie wstać. Nic ci się dziewczyno nie stanie jak się jeden wieczór nie umyjesz.
- Zapłacisz mi za leki na grzybicę stóp?
- Jesteś bezczelną smarkulą!
- ...lub innych części ciała?
- MAREEEEEEEEEEK! - z początku nie wiem czy Joanna właśnie wezwała niższej klasy demona czy księdza, ale kapłan wychodzący w pośpiechu z sąsiedniego pokoju rozwiewa moje wątpliwości.

Ksiądz Marek nie był zbyt charyzmatyczną postacią. Wyglądał i zachowywał się tak, jakby przez całe życie ktoś na niego krzyczał. Tak jak na przykład Joanna. Wysłuchał jej uwag, pokiwał głową po czym przemówił:
- No więc ustaliliśmy, że ten... Eee... Że umyjecie się rano.

Dwie godziny później, nieumyta, leżę w łóżku. W pokoju jest tak ciemno, że nie widać dłoni wyciągniętej przed siebie. No tak, najbliższe latarnie są gdzieś w okolicach Góry Żar/ Za oknem słychać świerszcze. Stopy jednej z moich współlokatorek od dłuższej chwili zostawiają specjalny ślad w moim układzie sensorycznym. Zastanawiam się czy z moimi stopami jest tak samo źle. Wstaję, idę do łazienki, a co tam. Biorę upragniony prysznic.

Wychodząc z łazienki słyszę stłumione śmiechy i pobrzękujące szkło. Skradam się w stronę tych dźwięków. Po chwili zauważam, że drzwi jednego z pokojów są uchylone. W środku jest zapalone światło. Joanna, ksiądz Marek i kilka osób, których jeszcze nie poznałam chleją wódę. 

Boże, daj mi siłę, proszę, daj mi siłę. 





Niepokalane poczęcie


Nowy dzień, nowe możliwości. Niezrażona rewelacjami dnia poprzedniego, o jakich nie śniło się klerykom, idę razem ze wszystkimi na śniadanie. Znowu śpiew. Dzisiaj jednak poziom artystyczny utworu przekracza wszelkie możliwe oczekiwania. 

Panie Jezu nasze słonko pobłogosław to jedzonko.
Panie Jezu nasze słonko dziękujemy za jedzonko. 
Panie Jezu nasz kwiatuszku pobłogosław to co w brzuszku.

- Kto śpiewa, modli się podwójnie - szepcze mi do ucha jakiś gość, zauważając, że nie śpiewam, tylko robię facepalm.
Ludzie, tu najmłodsi uczestnicy mają trzynaście lat, nie trzy. Gdzie ja jestem. Gdzie jest Bóg. Co ja tu robię. Pasztet, zjem pasztet. Zjem pasztet, żeby zapomnieć. 

Po śniadaniu i pierwszej z 765 mszy czy innych nabożeństw tego dnia, mamy chwilę wolnego, żeby się ogarnąć. Oto zapowiedziano nam wycieczkę w góry. Przygotowana, czekam siedząc na schodach pomiędzy piętrami ośrodka. Dosiada się do mnie kolega - animator. Zwierzam się ze swojego rozczarowania, z sytuacji poprzedniego dnia. Mówię jak to sobie wyobrażałam, czego bym oczekiwała. Pytam jak on to widzi. Nasze wizje są momentami bardziej lub mniej spójne. 

Wtem pojawia się Joanna. Joanna zatrzymuje się, przygląda nam, po czym przyspiesza kroku i gdzieś znika. Minutę później Joanna wraca razem z księdzem Markiem i popycha go w naszą stronę. Ksiądz Marek mówi coś, czego najmniej mogłabym się spodziewać:
- Nie raz już takie sytuacji na rekolekcjach kończyły się ciążą. Idźcie poczekać w swoich pokojach.

Wybucham śmiechem, jednak ani Joanna, ani Xiądz, ani mój rozmówca nie śmieją się. Totalnie mnie zatkało, ale poszłam do pokoju. Pytam koleżanki od niesamowitych stóp czy uważa, że dzieci mogą się brać od rozmowy. Popatrzyła tylko na mnie dziwnie po czym wróciła do jedzenia ciastek.



Raj to gaj 


Czymże byłoby łono natury, gdyby nie dane nam było w nim partycypować? Wspinamy się więc i chodzimy po lasach, po Beskidzie Małym. Od czasu do czasu śpiewamy piosenki akurat wtedy, gdy podchodzimy pod jakieś strome wejście - kto ma zadyszkę zapewne modli się potrójnie. Robimy polową mszę, a następnie udajemy się do Górę Żar, by zobaczyć wodną elektrownię i zjechać na oponie (?) po stromym wzgórzu.

W trakcie tego ubawu po pachy uświadamiam sobie, że mijają tu moje cenne godziny, a ja nie dość, że nie pogłębiam wiary, to jeszcze coraz częściej myślę, że muszę się napić, bo inaczej tu nie wytrzymam. Po jakimś czasie uświadamiam sobie także, że gdzieś zniknęli ksiądz Marek, Joanna i wcześniej wspomniany animator. Podejrzewam, że poszli go biczować czy coś w ten deseń.

Chwilę potem wraca "mój" animator. Mówi do mnie szybko po cicho "chodź" i chowamy się tak, żeby nikt nas nie widział. Z początku nie wiem czy chce sprawić, by słowa księdza Marka ze schodów stały się prorocze, ale idę, bo mam wrażenie, że coś ciekawego w końcu zaczyna się dziać.

- Słuchaj bo... Bo oni mi zabronili z tobą rozmawiać. Powiedzieli, że animatorzy nie mogą się za bardzo spoufalać z uczestnikami. W sumie to dostałem mega ochrzan. Zapytałem ich jak mam w jakikolwiek sposób głosić ewangelię, jedną z rzeczy, dla której tu jestem, skoro nie mogę rozmawiać z uczestnikami? Tego nie byli w stanie mi wyjaśnić. Ale muszę trochę przystopować jeśli dalej chce jeździć na te wyjazdy.

Joanna jednak cały czas czuwała. Zaobserwowała, że animator odciągnął mnie na bok i zaczaiła się na mnie jak przez chwilę zostałam bez towarzystwa.

- Piliście tam w krzakach?! Coś ci się w twarzy zmieniło!
- Moja droga, to tylko grymas rozczarowania.
- Nikt cię tu na siłę nie trzyma.
- No i pierwszy raz powiedziałaś coś mądrego na tym wyjeździe.

Joanna chyba zrozumiała, że na słowne potyczki ze mną nie wygra, więc do końca dnia unikała mnie w każdy możliwy sposób.
Dałam sobie jeszcze tylko jeden dzień na decyzję. Na moje być albo nie być.


Eli lama Sabachthani?


Jak dobrze wstać, skoro świt. Schodzę na śniadanie.

Pobłogosław Panie ten posiłek,
który nam daje życiodajną siłę!
Chrum, mniam, mniam, mniam, mniam!
Chrum, mniam, mniam, mniam, mniam!
Pobłogosław Panie z wysokiego nieba,
hej co by na tym stole nie zabrakło chleba!
Chrum (...)!
Nie zabrakło chleba, nie zabrakło bryndzy,
hej byśmy nie pomarli z obozowej nyndzy!
(chrumanie intensifies)


- Chrumkaj! - rozkazuje im jakiś psychol.
- Nie! - czuję, że nadchodzi kolejny intelektualny dialog na tym wyjeździe.

Na szczęście po uczynieniu znaku krzyża zatyka sobie buzię chlebem z dżemem. Przechodzę do konsumpcji również i w ciszy obserwuję moich towarzyszy. Dzieciaki z pobliskich wsi, dla których ten wyjazd to prawdopodobnie jedyna szansa na wakacje. Nieśmiałych nastolatków odrzuconych przez swoje grupy rówieśnicze, którymi bardzo łatwo się manipuluje. Złą do cna Joannę. Zagubionego księdza Marka. Spoglądam na kucharkę - świecką siostrę zakonną, która roznosi herbaty. Napotyka na mój wzrok i puszcza mi oczko. Odwzajemniam uśmiech.



W południe ma odbyć się niedzielna msza. Na chwilę przed nią wracamy do swoich pokojów. Rozmawiamy sobie na luzie, zastanawiamy się nad wieczornym ogniskiem, które ma się odbyć. Wtem drzwi otwiera Joanna.

- No, pokażcie się jak wyglądacie... - przygląda nam się lekarskim wzrokiem, dokładnie lustrując nas od stóp do głów. Po chwili kręci głową i oświadcza:
- No nie, tak nie może być. Wyczyśćcie buty przed mszą i każda ubiera spódnice. Raz, raz!
Dziwi mnie (po raz kolejny) milcząca akceptacja tego typu rozkazów, bo nagle wszystkie dziewczyny zaczynają grzebać w swoich walizkach w poszukiwaniu części garderoby w rozumieniu Joanny odpowiedniej dla kobiety, aby mogła partycypować w tajemnicy przemienienia.
Wszystkie, oczywiście oprócz mnie.
- Asiu, nie mam spódnicy, nie noszę spódnic w ogóle.
- Jak to nie masz spódnicy?! To jak niby pokazujesz się na niedzielnej ewangelii?
- Idąc do kościoła idę się przede wszystkim pomodlić. Spódnica w żaden sposób nie wpływa na moje oddanie Bogu lub jego brak.
Joanna zmienia kolory na twarzy. Zdaje sobie sprawę, że właśnie ośmieszyłam ją przed grupą kilku innych osób. Z niekrytą satysfakcją obserwuje jej dalszą reakcję.
- Nie wejdziesz. Na mszę. Bez spódnicy!!! - wrzeszczy tak, że pewnie byłą ją słychać w Żywcu.
- Świetnie. To ja poczekam na zewnątrz. Miłej mszy dziewczęta! - mówię i idę usiąść tam, gdzie zapowiedziałam, że usiądę.

Wychodząc śpiewam moją własną wariację na temat piosenki śniadaniowej:

Pobłogosław panie to panini,
aby polskie dziewczęta nie chodziły w mini!

Joanna oddalając się w przeciwnym kierunku złorzeczy, zastanawiając się co zrobić. A ja siadam na ławce, zamykam oczy, liczę do dziesięciu. Podejmuje decyzję.

- Ciocia? Cześć, zabierz mnie stąd.
Ciocia miała wcześniej nakreślony plan awaryjny, o który ją poprosiłam. A ponieważ mieszkała niedaleko tego miejsca, mogła mnie zabrać i przenocować w razie potrzeby.
- Będę po pracy wieczorem, ok? Zrobię nam później w domu jakąś dobrą kolację.
- Super, tylko nie karz mi przed nią śpiewać.
- Co?
- Nic, opowiem ci potem.

Rozłączając się widzę, że ktoś za mną stoi. To koleżanka z mojego pokoju. Trzyma w ręku spódnicę. Mówi, że mogę ubrać, że pożyczyć mogę. Że czarna, więc chyba mi się spodoba. Że prosi mnie, żebym to zrobiła. Pytam czy to Joanna albo ktoś inny wysłał ją z taką prośbą.
Spuszcza głowę, nie odpowiada.

Poklepuję koleżankę po plecach, przebieram się w pokoju i idziemy razem na mszę.

W spódnicy czuję się źle i nieswojo. Czuję się jakbym zdradziła wszystkie swoje ideały. Jakbym strywializowała moją wiarę i sprowadziła ją do pieprzonej części garderoby. Czuję, jak wszystkie złe stereotypy na temat środowisk kościelnych sprawdzają się. Czuję rozczarowanie i zażenowanie.

Na mszy był taki moment, że można było poprosić o mikrofon i przeprosić Boga indywidualnie za co się chciało. Mikrofon wędruje z rąk do rąk, bardzo dużo osób chce za coś przeprosić. Mikrofon bierze między innymi Joanna:

- Panie Boże, przepraszam, że często jestem nieposłuszna - mówi w skandalicznie kokieteryjny sposób,  po czym oddaje mikrofon księdzu, który chce kontynuować mszę dalej.
- Jeszcze ja - proszę księdza, a ksiądz daje mi głos.
- Panie Boże, przepraszam, że cię nie odnalazłam w miejscu, w którym powinno cię być najwięcej.

Joanna robi szczenopad, ksiądz w pośpiechu zabiera mi urządzenie, bang.
It's a final countdown.

* * *

Ognisko zaczyna się rozpalać. Wyjmuję telefon z kieszeni i czytam smsa. Jego treść mnie bardzo satysfakcjonuje.
- Nie używamy telefonów poza czasem wolnym, powinniście być bardziej TU (ksiądz Marek w ramach "tu" rusza głową w każdą stronę) niż TAM (ksiądz Marek wyraźnie wskazuje głową na mój telefon).
- Spokojnie, proszę księdza, za godzinkę mnie już tu nie będzie.


Prawica kontra Macica

Prawica kontra Macica

Gdyby to był tytuł niskobudżetowego filmu klasy B w latach osiemdziesiątych, byłoby całkiem śmiesznie. Niestety mówimy tu o kraju w środku Europy, który jedną nogą tonie w dobrach technologicznych i okryciach naukowych, a drugą - przenosi się do czasów, gdy ludzie wylewali gówno wiadrami na ulicę. Zapraszam na wnikliwą analizę ustawy antyaborcyjnej.


Gniew


Dziś gówno wylewa się głównie w internecie. Mimo tego, że jest ono wirtualne, nie zmienia to faktu, że śmierdzi przeokropnie i równie mocno roznosi zarazę. Sejm przyjął do komisji i tym samym dalszych prac ustawę o ciepłej nazwie "Stop aborcji", tym samym odrzucając projekt ją liberalizujący. Choć na chwilę obecną zmiana prawa nam nie grozi, porozmawiamy dzisiaj o konsekwencjach wejścia w życia tejże ustawy oraz, a może przede wszystkim, dokładnie ją przeanalizujemy. Wielokrotnie podczas ostatnich dni padało stwierdzenie, że "są chwile, gdy nie warto się odzywać, ale są też chwile, gdy trzeba krzyczeć". Zgadzając się z tą paulocoehljańską filozofią, podwijam rękawy, dopijam herbatkę i na chwilę zapominam, że jestem damą. Przywdziewam moro, biorę mój karabin i strzelam.

Bardzo trudna jest merytoryczna dyskusja z ludźmi, którzy tą ustawę świadomie lub mniej świadomie popierają. Nie generalizując zbytnio, to często ludzie, którzy chcą bronić zlepku komórek, ale tym samym życzą śmierci imigrantom. Lub popierają karę śmierci tak ogólnie. Nie muszę mówić, że to odbiera im jakąkolwiek autentyczność i umiejętność konsekwentnego myślenia. Odwołują się do szacunku i braku podmiotowości, ale lubią pomiatać kobietami, najchętniej widząc ją przy garach i bez własnego zdania. Czasami zasłaniają się tym, że tacy jak ja są "zmanipulowani" przez "lewackie" media i robią dziwne miny jak się okazuje, że telewizji nie oglądam od prawie 10 lat. Nie wierzą, że do zakładek można mieć dodane takie media jak: Polityka, Newsweek, NaTemat, Superstacja, takie rzeczy jak Onet, Interia, WP, Pikio, a równocześnie Telewizję Republika, Rzeczpospolitą , wSieci i nawet takie gówno jak Frondę.
Bo chyba nie wierzą, że można na raz przeczytać więcej niż kilka zdań wielokrotnie złożonych.
I to jeszcze kobieta. I to jeszcze różne światopoglądowo rzeczy. I że zdanie można sobie samemu wyrobić. To już dla nich zdecydowanie za dużo.

Ale chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się od kobiety tak ogromnej inteligencji, która pozwala czytać ze zrozumieniem ustawy prawne. I je interpretować.




Absurd


Proponowane zmiany do ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks Karny

Zmiana na tytuł:

"(...)o powszechnej ochronie życia ludzkiego i wychowaniu do życia w rodzinie"

No tak, musimy za wszelką cenę podkreślić fakt, że ludzi trzeba wychowywać do życia w rodzinie. Wszelkie odstępstwa i indywidualności od normy są źle widziane.

"Art. 1. Każdy człowiek ma przyrodzone prawo do życia od chwili poczęcia, to jest połączenie się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej. Życie i zdrowie dziecka od poczęcia pozostają pod ochroną prawa".

Nauka mówi jasno, że nie da się precyzyjnie ustalić chwili poczęcia. Moment połączenia się komórki jajowej i plemnika, nie musi nastąpić w chwili stosunku. Zazwyczaj ma miejsce kilka dni później, do ok. 5 dni po stosunku. Dlatego m.in. testy ciążowe i badania lekarskie pod tytułem "czy jestem w ciąży" zaleca się robić dla pewności po tygodniu od stosunku. Gdyby ktoś zapomniał o lekcjach biologii, podlinkuję kompendium wiedzy o ciąży TUTAJ.

Uprzedam - jeśli w konsekwencji zakazano by także antykoncepcji awaryjnej czyli tak zwanych tabletek 72h "po", tłumacząc, że to też "zbrodnia" na dziecku - to nie byłoby to prawdą, ba, stało by w jawnym przeciwieństwie z nauką.

Art. 4 zostaje zmieniony w następujący sposób

"Do programu nauczania szkolnego prowadza się wychowanie do życia w rodzinie (...)"

Eee... A to nie było takiego przedmiotu?

"(...) obejmujące wiedzę o zasadach odpowiedzialnego rodzicielstwa oraz wartości rodziny i ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Nauczanie w tym zakresie musi respektować normy moralne rodziców i wrażliwość uczniów.(...)"

Chwila, chwila. Normy moralne każdy ma własne. Załóżmy, że jestem rodzicem, którego moralność, wedle ustawy trzeba respektować. W związku z moją moralnością i hipotetycznym dzieckiem, uważam, że każdy człowiek może mieć swoje własne zasady i postępować zgodnie z nimi. W kontekście seksualności odzwierciedla się to popieraniem edukacji seksualnej, mówieniem otwarcie o seksualności człowieka, także tej odmiennej od heteroseksualnej, promowaniem dobrej antykoncepcji hormonalnej i mechanicznej, podejmowanie współżycia przed ślubem lub całkowitą rezygnacją ze ślubu. 
Czy moje normy moralne mieszą się zatem w projekcie? :)


Kodeks Karny

"Art. 152, par. 1. "Kto powoduje śmierć dziecka poczętego podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesęcy do 5 lat"

Mały disclaimer: w mediach zazwyczaj podaje się 3 lata, także jest nawet gorzej.

"Par. 2 Jeśli sprawca czynu określonego w par. 1 działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

Dzięki, łaskawcy.

Perełeczka:

"Par. 2. Odpowiada w granicach zagrożenia przewidzianego za sprawstwo czynu określonego w par. 1 także ten, kto udziela pomocy w jego popełnieniu lub do jego popełnienia nakłania."

Czyli taksówkarz który podwozi do klinki aborcyjnej? Partner, który dokłada się do zabiegu? Ja, pisząca ten artykuł, który krytykuje tą ustawę? Jakie są granice?!

Kolejny hit:

"Par. 4 Nie popełnia przestępstwa określonego w par. 1 i 2 lekarz, jeśli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego."

Nie ma tu ani słowa o ratowaniu zdrowia. Bezpośrednie zagrożenie życia to na przykład krwotok, utrata przytomności, zator, rozerwanie jajowodu. Chcecie umierać w ciąży?

Co na to Instytut Ordo Iuris, twórca ustawy? Sympatyzujący z nimi i lubiany przez wszystkie Panie Profesor Chazan próbuje obalić ten "mit" pod TYM linkiem.
Możecie przewinąć na koniec i posłuchać co mówi - według niektórych prawników, bezpośrednie zagrożenie do życia jest wtedy, gdy stan osoby z dużym prawdopodobieństwem przekształci się w stan bezpośredniego zagrożenia życia. Według jakiegoś tam wyroku kiedyś. Wszystko w domyśle. Uspokajające? Oczywiście, że nie. 

Coś co daje ogromne pole do interpretacji:

"Art. 157a, par. 3 Nie popełnia przestępstwa określonego w par. 1 i 2 lekarz, jeżeli uszkodzenia ciała lub rozstrój zdrowia dziecka poczętego są następstwem działań leczniczych, koniecznych do uchylenia niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu matki dziecka poczętego albo dziecka poczętego."

Mamy w końcu "zdrowie"! Czy powyższy zapis to jednak powód do radości? Zwróćcie uwagę na stwierdzenia "uszkodzenie ciała" i "rozstrój zdrowia dziecka poczętego". Czyli lekarz może uszkodzić lub rozstroić zdrowie zarodka, ale... Czy może wtedy terminować ciążę?
Ojej, chyba zapomnieli dopisać.
Każdy lekarz będzie się bał robić COKOLWIEK w tej materii. Ja nie mam żadnych wątpliwości co do tego.

Jeśli porównacie obydwie ustawy rzućcie okiem także na wymiary kar. Penalizacja w nowym akcie prawnym zostaje zwiększona - nawet do 12 lat.

Propozycja nowej ustawy znajduje się pod linkiem TUTAJ. 
Obecnie obowiązująca ustawa znajduje się pod linkiem TUTAJ.


Tak dla dzieci, nie dla dzieci


Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy zapłodnieniu in vitro. Odrazu mówię, że nie przestudiowałam od początku do końca ustawy o in vitro, chociaż pewnie to zrobię w najbliższych dniach. Pozwólcie jednak, że teraz zacytuję "lewacki" Onet w wyżej wspomnianej sprawie:

"Zgodnie z projektem w procedurze in vitro będzie można tworzyć tylko jeden zarodek, który należy umieścić w ciele kobiety w ciągu 72 godzin. Autorzy projektu chcą, by do artykułu określającego, w jaki sposób powinno być prowadzone leczenie niepłodności, dodać m.in.: "ze szczególnym uwzględnieniem prawnej ochrony życia" oraz zapisać, że żadne z działań podejmowanych na podstawie ustawy nie może naruszać praw i dobra dziecka poczętego.
Obecnie przepisy zezwalają na zapłodnienie sześciu żeńskich komórek rozrodczych (w określonych przypadkach można utworzyć więcej zarodków).

W projekcie, który trafił do dalszych prac, zaproponowano też zmiany w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, które mają uniemożliwić nawiązanie prawnego stosunku rodzicielskiego dziecka poczętego in vitro wobec mężczyzny będącego partnerem matki, ale niebędącym genetycznym ojcem. Wnioskodawcy powołują się na opinię Sądu Najwyższego do projektu ustawy o leczeniu niepłodności, w której SN wskazał, że taka konstrukcja jest "bardzo skomplikowana i pozostawia wykreowanie rodzinnego stosunku prawnego ojcostwa pomiędzy osobami obcymi poza wszelką kontrolą"."

Źródło: TUTAJ.

Trochę smutny stan rzeczy. Gdy ktoś nie chce mieć dziecka, bo na przykład jest wynikiem gwałtu - to ma rodzić. Ale jeśli bardzo go pragnie, jednocześnie siłami natury nie mogąc go mieć - to nie może korzystać z dóbr nauki w pełni, aby w końcu móc nazwać siebie rodzicem. 



Moja prywatne zdanie


Kilku znajomych zwróciło mi uwagę na temat mojej zwiększonej aktywności na Facebooku, na którym ostatnio zbyt aktywna nie byłam, że "chyba nie warto", "przecież to nic nie da", "po się tak pieklić", "kłócąc się przypominam tą drugą stronę". I tak dalej. I tutaj wracamy do początku tego wpisu: są chwile, w których trzeba krzyczeć. Powiedzieć stop. Obalić władzę jeśli trzeba. Dzisiaj całkowicie zakażą nam aborcji, a co zrobią jutro? Zabiorą nam antykoncepcję, prawa wyborcze, możliwość samostanowienia?

Dzisiaj będzie jak w zatłoczonym autobusie pełnym (pseudo)kibiców po Derbach. "Kto nie skacze ten z PiSu!". Reagujcie, na litość Boską (czy na co tam chcecie).

Chcecie jednak trochę prywaty? Trochę mrożącej krew w żyłach empirii? Jestem osobą odpowiedzialną i nie zadaje się z dziwnymi ludźmi, a wszelkie grzechy nieodpowiedzialnej młodości mam za sobą. Kiedyś jednak, nie tak dawno dodam, dosypano mi tabletkę gwałtu do picia wśród znajomych. Obudziłam się daleko od miejsca zdarzenia, okradziona i nie pewna tego co się stało. Nikt nie wiedział. Policja, zastrzeganie dokumentów, ginekolog, testy na HIV. Na szczęście wszystko było w porządku i nic nie trzeba było "usuwać", bo najprawdopodobniej to niczego nie doszło. Ale gdyby doszło - nie wahałabym się ani chwili. 

Moja mama była w zagrożonej ciąży ze mną. Groziła jej i utrata zdrowia i być może życia i mogło być po mnie. Zdecydowała się mnie urodzić, ale czy byłabym zła jakby tego nie zrobiła? Oczywiście, że nie. Bo nie miałabym świadomości istnienia. To dopiero świadomość istnienia sprawia, że chcemy żyć. Jakiś staż na Ziemi. Gdyby teraz ktoś Ci groził utratą życia, to zajebałbyś skurwiela. Ale jak nie masz żadnej świadomości?

Byłam kiedyś w klinice aborcyjnej. Nie w mojej sprawie. Z koleżanką. W zasadzie "klinika aborcyjna" brzmi jak loch z łańcuchami, gdzie spływa krew po ścianach. Był to jednak luksusowy gabinet ginekologiczny z najświeższą kobiecą prasą i nastrojowymi świeczkami, w eleganckiej dzielnicy domków jednorodzinnych. W kolejce kilkanaście kobiet. Co się dowiadujemy na miejscu? Że cena aborcji rośnie wraz ze stażem ciąży. 4500 zł - zawyrokowano. Nastąpiło później porównanie, okazało się, że im bardziej na północ w kraju lub na zachód tym taniej. 
Jeśli by się okazało, że ustawa antyaborcyjna wejdzie w życie, powstanie więcej gabinetów poza prawem. I ceny stanowczo pójdą w górę. Bo przecież ustawą się aborcji nie powstrzyma. 

Moje prywatne zdanie jest takie, że nie chce mieć dzieci. Nie lubię dzieci, nie mam instynktu
macierzyńskiego, nie chciałabym się nimi zajmować. Nigdy nie bawiłam się lalkami typu Baby Born (wolałam klocki Lego i dinozaury), a jak słyszę wycie dziecka w autobusie czy innym miejscu, to cytuję w myślach Schopenhauera. Toleruje dzieci innych i nawet lubię się z nimi bawić. Ale niemal nic nie daje mi większego komfortu niż to, że jak przyjdę do domu to nie czekają na mnie pieluchy. Nazwij mnie egoistką, a ja Ci odpowiem tak:
To co napisałam wyżej, to być może jakaś chwilowa, jedynie dwudziestosześcioletnia fiksacja, nastrój (pewnie przez tego Schopenhauera). Ale przede wszystkim jestem naznaczona genetycznie tyloma chorobami, że nie chciałabym genów przekazywać dalej. Nie dość, że dziecko byłoby nieszczęśliwe, bo nie potrafiłabym go pokochać, to jeszcze najprawdopodobniej do końca życia musiałby by brać leki tak jak ja, co tez wiązałoby się z dużymi kosztami i częstymi wizytami u lekarza. Nie takiej przyszłości bym dla niego chciała.
Oto mój egoizm. Ja to nazywam moją odpowiedzialnością.

Moje prywatne zdanie jest takie, że wolałbym jeśli mi się odwidzi za 10 czy 20 lat zabrać
dziecko z domu dziecka i tym samym korzystać z istniejących już zasobów ziemi. Dziecko bardzo łatwo sobie zrobić, ale chcieć zaadoptować "obce" już nie tak łatwo, nie? Panie księżowie i państwo prolajfowcy?
A jeśli kiedykolwiek rozważałabym posiadanie swoich "naturalnych dzieci" w Polsce, to nadciągający cień wspomnianej wielokrotnie ustawy stanowczo mnie od tego odwiódł. 

Moje prywatne zdanie jest takie, że znam dużo kobiet po aborcji i ich nie oceniam. Znam ich rozterki, dramaty, pytania. Ale znam też obojętność. I w końcu ogromne szczęście. Każdy ma inne podejście do tematu.

I kim ja czy Wy, do cholery, jesteście, by cokolwiek komukolwiek nakazywać czy zakazywać. 




Apel do wszystkich


Po fali czarnych protestów, które dzieją się w Polsce zjednoczmy się kolejny raz i pokażmy, że jeśli władza odbierze nam wolność - my odbierzemy im władzę. Cytując ze strony wydarzenia: wzorem kobiet z Islandii, które 41 lat temu sparaliżowały swój kraj, zróbmy jednodniowy protest.

Trochę historii na ten temat TUTAJ.
Wydarzenia organizowane w różnych miejsach:

W skrócie: 3go października bierzemy urlopy, nie przychodzimy na uczelnię i do szkoły i robimy to na co mamy ochotę paraliżując połowę kraju. I to jeszcze w poniedziałek. Marzenie!

Co jeszcze można zrobić?


1. Zobaczyć jak głosowali poszczególni posłowie TUTAJ. Następnie pisać do tych z nich, którzy są przeciwko nam, że nie zgadzamy się z nimi. Maile, zwykłe listy, możemy dzwonić. Sparaliżujmy im pracę, aż się zreflektują nad naszym losem. Wrzucę tu później na Kącik wzór maila do posłów.

2. Przeczytać TO. A następnie podpisać TO.

3. Przeczytać TO. A następnie podjąć działanie.

4. Pisać do Obamy, instytucji Unijnych, takich organizacji jak Amnesty International. Ostatnio pisałam do nich wszystkich w sprawie kobiet w Salwadorze. Dziś muszę pisać o Polsce. Nie-kurwa-prawdopodobne.

5. Dziewczyny, nie umawiajcie się z facetami, którzy życzą Wam źle, jawnie pokazując, że wspierają ustawę antyaborcyjną. Nie chodźcie z nimi do kina, na lody czy do łóżka. Ta cała sprawa z rzeczoną ustawą jasno pokazuje, którzy ludzie nie powinni się rozmnażać - zdecydowanie nie ci, którzy tą ustawę popierają.


W razie pytań czy wątpliwości - zapraszam do dyskusji.



Aborcja czy peeling enzymatyczny? Wiosenne zabiegi - sprawdź!

Aborcja czy peeling enzymatyczny? Wiosenne zabiegi - sprawdź!



Drogi Pamiętniczku,


Peeling enzymatyczny czy aborcja? Hm, codziennie zadaje sobie to pytanie pijąc odtłuszczone latte i jedząc wegetariańskie kotlety sojowe.

Co by tu dzisiaj napisać... Może zaskanduje: precz z gastroskopią!  Precz z gastroskopią! Jak można tak bestialsko wkładać rurę do układu pokarmowego? Jak można wycinać kawałki błony śluzowej do badania?! Nikt nie pyta tego maluszka o zdanie! Niemy krzyk objawia się nudnościami... Dobra koniec skandowania czas zażyć Ella One. Mam codziennie nową, bo mój bogaty mąż codziennie mi kupuje. Dodaje ja do witaminowego sycącego koktajlu. 

Przepis! Ananas, mango, szpinak, proteiny w proszku. Mmm, pychotka! 

O czym to ja...? A tak, dobrze teraz można uprawiać ten cały seks. Pamiętajcie kochani - seks tylko po ślubie a że codziennie ktoś bierze ślub to można cały czas, hihi! Gdy zabraknie Ella One w domu zawsze trzeba mieć beczkę! Tak jest, drewnianą beczkę - jeśli zastanawiacie się czemu zapytajcie obrońców nienapoczętych dzieci - dokładnie wam powiedzą. No i wieszak - ale to już znacie i wiecie do czego, robaczki.


Gdy nie będzie już sił by mieć z tego wszystkiego beczkę, tfu, bekę, Umiłowani Rodacy, kobiety - to do Was mówię głównie - zgotujmy piekło tym którzy piekło chcą zagotować nam. Ja wiem, że się uda, bo epopeje na FB, razem z marszami i innymi demonstracji, pisanie do Hagi, Strasburga, Obamy i "tej żydowskiej" Wybiorczej przynosi skutek. Ale gdyby zabrakło chęci i sił pamiętajcie, że nikt z nas nie urodził się z muszla ślimaka o nazwie Polska. Możemy wyjechać na drugi koniec świata i tam zacząć wszystko od nowa. Patriotyzm to miłość do ojczyzny - gdy ojczyzna zaczyna znikać na rzecz karykaturalnego totalitarnego tworu, nie czekamy aż zjawi się Neo i rozwali maszyny, tylko weźmy sprawy we własne ręce. Bądźmy obywatelami świata, a nie czegoś co było mniej spodziewane od Hiszpańskiej Inkwizycji


Twoja,
 Dżessika 126p 


Kilka pomysłow na ustawy dla Prawa i Sprawiedliwości

Las brzozowy - pole walki dla posłów Prawa i Sprawiedliwości

Nowa władza, nowe możliwości. Narazie jest cicho i spokojnie, ale za lada dzień nasz kraj może zacząć się namacalnie zmieniać. Zanim zapuka do mnie ABW w środku nocy chciałabym podzielić się z Wami pewną wizją. Mam bogatą wyobraźnię, która podsyła mi niepokojące obrazy, szczególnie jeśli ktoś zapowiada „odnowę moralną narodu”. Naczytawszy się i naoglądawszy Matrixów nie-Matrixów i innych Nowych Wspaniałych Światów, a także na bieżąco śledząc wszystkie nowe programy dokumentalne dotyczące Korei Północnej, wychodzę naprzeciw rządzącej dziś w większości partii, z pomysłami ustaw zgodnymi z ideami, które są im bliskie. Nic tylko brać i legislować! Fakturkę prześlę mailem!


1. Wprowadzenie kar za samobójstwo


Samobójstwo w Polsce nie jest przestępstwem (nie śmiejcie się, w niektórych krajach jest!), a jedynie „czynem społecznie niepożądanym”. Nic dziwnego – wszak Państwo zalewa się łzami, gdy odchodzi każdy podatnik. W nowym, zaproponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość porządku, straty w ludziach powinny być ograniczone do minimum. No i oczywiście pamiętajcie o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Dlatego należy obarczyć sankcjami targnięcie na własne życie! Dobija Cię system w którym żyjesz do tego stopnia, że postanowiłeś się z nim raz na zawsze pożegnać? Wszystko spoko, ale Twoja rodzina musi wtedy zapłacić równowartość podatków, które uiściłbyś, gdybyś nie zakończył swojego żywota.



2. Zamknięcie punktów z Kebabami


Dopadło Cię gastro? Kebab? Nie, nie mój drogi, koniec z tym. Zaczęło się niewinnie – bułka z mięskiem i warzywkami, a dzisiaj co się dzieje? Imigranty! Trzeba zabić wroga u jego fundamentów – zamknąć wszystkie kebaby i otworzyć punkty z jedynie słuszną i szybką przekąską każdego Polaka: pierogi RUSKIE.


3. Godzina policyjna


To oczywiste, że po 22:00 do domów wracają tylko kryminaliści, lewaki i kadra menadżerska z zagranicznych korporacji. Po wprowadzeniu godziny policyjnej odsetek tej niechlubnej masy społeczeństwa powinien o 22:00 być już w łóżku, jak każdy porządny obywatel. Aby zminimalizować także ryzyko niepotrzebnego kręcenia się po domu, rząd o 22:00 zatrzyma dostawy prądu i wody. Wytchnienia dla prawych ludzi i pracowników nocnej ochrony obiektów - oto nadchodzi.

2. Ustawa antymemowa


Coś na co czekano od czasu memów Jarosława Kaczyńskiego z kotem. Koniec śmieszkowania wzięto sobie głęboko do serca, albo jeszcze głębiej. W necie i w prasie zagości cenzura. Na magazynach z gołymi paniami proponuję naklejać naklejki z Maryją (zawsze dziewicą) w strategicznych miejscach.

3. Indeks Ksiąg Zakazanych


Ziści się marzenia księdza Natanka. Oficjalnie reaktywuje się Indeks Ksiąg Zakazanych nawiązujący do pięknych średniowiecznych tradycji. Na pierwszy rzut znajdą się w nim takie pozycje jak:

· Harry Potter,

· Kamasutra,

· wegańskie książki kucharskie


4. Obowiązkowe msze święte


Do bierzmowania i ślubu - oczywista oczywistość. Ale, ale - jeśli będziesz chciał zająć stanowisko w instytucji państwowej będziesz to musiał poświadczyć zaświadczeniami od księdza na regularne uczestnictwo w mszy świętej i w eucharystii. Niech to Państwo, do kurwy nędzy, składa się z dobrych ludzi.


5. Sklepy otwarte do 16:00 i brak handlu w niedzielę


Tak jak wiadomo, że po 22:00 każdy normalny człowiek śpi, tak po 16:00 przecież nikt normalny nie robi zakupów. Pracujemy mili Państwo 7:00-15:00, potem robimy szybkie zakupy i do domu. Po mszy świętej w niedziele żadne lody i obiad na mieście - rosół ma być ugotowany w domu i koniec dyskusji.

Jak już przy tym jesteśmy przypomniała mi się dosyć zabawna historia z mojego życia. Rozmawiam sobie z pewną panią przez telefon i nagle ona mówi:

- (…) ale to proszę zadzwonić w porze obiadowej.

- Yyy, czyli o której?

- No jak to o której, o 13:30!!!!!


Także kochani – obiad obowiązkowo o 13:30.


6. Brak antykoncepcji. Każdej antykoncepcji.


Szansa dla tradycyjnej rodziny tkwi w rozpłodzie w związku z tym zakaz sprzedaży i dystrybucji antykoncepcji hormonalnej i mechanicznej będzie jak idealnym rozwiązaniem. Masz problemy hormonalne? Trudno, módl się i zamknij ryj.



8. Obowiązkowe znaczenia dla homoseksualistów


Każdy chciałaby wiedzieć z kim ma do czynienia, co nie? Homoseksualistów proponuję znaczyć jak Żydów podczas II wojny światowej - gwiazdę Dawida zastąpimy tylko tęczową wstążką.


9. Klauzula sumienia w sklepach i urzędach, nie tylko w przychodniach


Nie lubisz czarnych, blondynek, ludzi szczupłych albo otyłych? Nie podoba Ci się zapach perfum petenta? Fantastycznie - nie musisz ich obsługiwać jeśli nie chcesz!


10. Wprowadzenie płacy maksymalnej


Blabla, płaca minimalna, to bułka z masłem. Wprowadźmy płacę maksymalną na poziomie 2500 zł. Na tyle dużo żeby kupić podstawowe jedzenie i buty na zimę raz na 8 lat, na tyle mało, żeby w dupach się od dobrobytu nie poprzewracało.


11. Polityka antykonkubinatowa


Zakaz wynajmu mieszkań dla par pozostających w związkach niesakramentalnych, to balsam na dupę yyy na duszę moralności Polaków. Przy zakazie antykoncepcji będzie stanowić idealny duet - wszak wiadomo, że młodzi ludzie zamieszkują razem przed ślubem tylko po to, żeby się bezbożnie ruchać.



12. Zaostrzenie ustawy antynarkotykowej


Stryczek za gibona. Tyle.


13. Kara Śmierci - pomysłowe egzekucje


A jak już jesteśmy przy śmierci, proponuję wprowadzić pomysłowe egzekucje - stosy niech przejdą swoją drugą młodość. W myśl zasady miłości do bliźniego naturalnie.


14. Pakiet fryzur i ubrań dozwolonych


W końcu można by zacząć brać przykład z Korei Północnej - zamordyzm fryzur i ubrań utrzymuje społeczeństwo w ryzach, o których takie śmieszki jak Holandia mogą tylko pomarzyć.




16. Mundurki, wszędzie mundurki


Przywrócić mundurki! Gimbazy nie będzie, więc i w podstawówce i w szkołach średnich i na studiach - w końcu będziemy wyglądali jak godni młodzi obywatele, przygotowujący się do przyszłych ról społecznych. 


17. Specjalne przywileje dla kotów


Darmowa karma dla właścicieli kotów i bezpłatna wizyta o weterynarza raz w roku. Jedna rasa - kocia rasa!


18. Masowa wycinka brzóz


Mądry Polak po szkodzie – mówi przysłowie. Dlaczego więc nie być mądrym Polakiem przed szkodą?! Nigdy nie wiadomo na jaką brzozę się trafi, więc lepiej wyciąć wszystkie.


21. Przywileje dla rolników uprawiających buraki i cebulę

Jajca sobie robią z nas, z Polaków, że niby Polaki buraki cebulaki. Uczyńmy to atutem! Dodatki do pensji dla rolników uprawiających buraki i cebulę! Do tego drobne zmiany w herbach miast i gmin promujące te narodowe atrybuty byłyby jak najbardziej na miejscu.


22. 5 godzin religii tygodniowo w szkole


Jak odnowa moralna, to odnowa moralna pełną gębą. Trzeba zacząć od podstaw, a więc od skutecznej indoktrynacji. Gdy okroi się program biologii z tematów rozrodczych, wypierdoli się z planu podstawy przedsiębiorczości (po co to komu w Państwie socjalistyczno-totalitarnym), nie będzie przeginać się z godzinami chemii i fizyki, a każda przerwę skróci się do 5 minut – oto przed nami recepta na więcej zdrowasiek pomiędzy lekcjami. 




23. Darmowe prostytutki dla księży.


Rozwiążmy problem celibatu raz na zawsze. Rozwiążmy tym samym kilka innych problemów jak na przykład stosunki homoseksualne wśród duchownych, pedofilie wśród księży i takie tam. Szkoda tylko, że tym samym nie rozwiążemy problemu minięcia się z powołaniem.


24. Rządowi zapładniacze


Masz 25 lat i jesteś bezdzietny? Studia pewnie zrobione, praca jakaś powinna być, więc dzieci robić! Jeśli na ulicach Specjalna Rządowa Jednostka Zapładniająca zauważy 25 letnią kobietę bezdzietną, ma szybko zmienić ten stan rzeczy.


Fikcja literacka czy wizja przyszłości? To pytanie zadawało sobie wielu badaczy litereratuy sci-fi. Nie wszyscy jednak z nich żyli u progu nowej władzy, władzy, która już nie raz udowodniła, że w jej wykonaniu zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często. Ktoś puka do moich drzwi, sprawdzę więc kto ta… Aaaaaaaaaa, nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

To nie jest kraj dla złych ludzi

To nie jest kraj dla złych ludzi



Oglądam wakacyjne zdjęcia z Tunezji (nie swoje), zajadam hummus (swój) i myślę sobie dużo różnych rzeczy. Na przykład jak to dobrze, że katoliccy imigranci nigdy nie gwałcą małych dziewczynek.




Przeciw

Wrzesień 2015, pochmurne popołudnie. Mam zapalenie ucha z powikłaniami, leżę w łóżku, sporą część dnia przesypiam. Pijam herbatę z cytryną, którą popiłam i antybiotyk i hummus i parówki z keczupem i bułkę wieloziarnistą, zachwycając się błyskotliwą, iście oscarową, parafrazą użytą w tytule wpisu. Z dachem nad głową, łóżkiem, poduszeczką, kołderką, bułką wieloziarnistą, parówkami, herbatką, hummusem i antybiotykiem dosyć wygodnie śledzi się w internecie najnowsze doniesienia o imigrantach.

To wygodna pozycja do komentowania rzeczywistości. To generalnie wygodna pozycja.

A co, pewnie że wygodna! Należy mi się i [cenzura]. Codziennie śledzę wiadomości w różnych źródłach. Telewizji nie oglądam wcale, zatem głównie sięgam po internet. A tam? Zdjęcia obsranych wnętrz autobusów, agresywne zachowania, fejkowane upadki rzekomo zainicjowane przez policjantów. Wypowiedzi ISIS i filmiki z egzekucji na LiveLeaku. Wyznania Greków, którzy boją się wychodzić na ulicę i mówią, że tamci śmierdzą. Filmy dokumentalne o różnych odłamach Islamu. Relacje kobiet z tego w jakich warunkach żyją i rzekomo uważają to za normalne, przypominając trochę kobiety z Korei Północnej. Zdjęcia z Jemenu. Gdzie leży Jemen? Cholera wie.


Kwiecień 2014. To tu, to tam, pojawiają się jeszcze w mediach spekulacje na temat tego czy sytuacja z wojną domową w Syrii ulegnie poprawie, czy Asad i jego przeciwnicy dojdą do porozumienia, czy ustaną wysługiwanie się dziećmi w formie żołnierzy, tortury, molestowanie seksualne, egzekucje. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Dzikusy. Ale wtedy ponad rok temu, mimo zainteresowań społeczno-politycznych szczegóły konfliktu mam głęboko w dupie. Jak większość ludzi z tej części świata, bo kogo w końcu obchodzi co dzieje się gdzieś daleko za górami za lasami, u ciapatych.



I tak sobie myślę, że nikt nie chciałby obsranych autobusów. Te w Krakowie i tak już wystarczająco śmierdzą. Nikt nie chciałby popierdalać obsranym 503 na Plac Inwalidów. ISIS też by nikt nie chciał. I kobiet w burkach, w końcu już wystarczająco dużo popierdolonych bab mamy w tym kraju, którym się zachciewa, kurwa jego mać, emancypacji. Jak te Arabki w ogóle poznać, zobaczyć czy jest ładna, wyruchać?! Szkoda gadać. Burka, bójka i brawurka, ja pierdole...

Mili Państwo, a gdzie są Żydzi? Piją koszerna kawki na Kazimierzu i knują, to oczywiste. Shalom, mazel tov, aj waj. Tak, tak, oni jeszcze zrobią jakiś przewrót, zapewnią nam twista, ja Wam mówię.




Za

Wrzesień 2015, pochmurne popołudnie. Mam zapalenie ucha z powikłaniami, leżę w łóżku, sporą część dnia przesypiam. Pijam herbatę z cytryną, którą popiłam i antybiotyk i hummus i parówki z keczupem i bułkę wieloziarnistą. Z dachem nad głową, łóżkiem, poduszeczką, kołderką, bułką wieloziarnistą, parówkami, herbatką, hummusem i antybiotykiem dosyć wygodnie śledzi się w internecie najnowsze doniesienia o imigrantach.

To wygodna pozycja do komentowania rzeczywistości. To generalnie wygodna pozycja.

I doceniam to jakie mam cholerne szczęście. Nie bardzo wiem czego w życiu potrzeba, co trzeba doświadczyć, ile bajek Disneya obejrzeć i ile miłych słów od mamy otrzymać, by wiedzieć, że medal - zawsze, ale to absolutnie zawsze - ma dwie strony. Po jednej stronie są agresywni mężczyźni, o których słyszymy w pierwszej kolejności i których widzimy na zdjęciach najwięcej, bo są dużo bardziej medialni (niż dobre, pokorne i zastraszone kobiety). Po drugiej mamy rozpaczliwą ucieczkę przed wojną, bez żadnego pierdolenia o imigrantach ekonomicznych. Chęć znalezienia domu. Bo starego domu już nie ma.



Krótka pamięć, długa lista oczekiwań - tak bym określiła obecnie dominujące nastroje okołoimigranckie w kraju. Pozwólcie więc, że będę Panią Profesor w denkowych okularach i ściśniętym koku, przypominając: było coś takiego jak Druga Wojna Światowa. I Pierwsza też była. Ale to po drugiej i podczas drugiej mieliśmy najwięcej pretensji do Państw, które nam nie pomogły. Ale my to my, Polaki, Sarmaty, nam się należy i tyle.

Nie stawiajmy na jednej szali Prawa Szariatu i (rzyganie tęczą) Prawa Dobrego Serca. Gdyby życie było tak proste, tak czarno-białe jak niektórzy zdają się je widzieć, nie powstało by tak wiele konfliktów, pięknych książek, nie powstały by memy o Tusku i Władca Pierścieni. 
Religia jest zła wtedy, gdy posługują się nią źli ludzie. Jezus był Żydem, w Betlejem też nie było miejsca w żadnej gospodzie, a wasz ukochany Mamed Khalidov jest muzułmaninem - pamiętajcie o tym.

Łatwo rzucać często niepoparte żadnymi faktami argumenty o rujnowaniu gospodarki Europy, ale wystarczy przyjrzeć się liczbom, zająć mózg na kilka chwil i dostrzec, że ci, którzy krzyczą najgłośniej na ten temat nie mają ani trochę racji. Leniwych odsyłam do genialnego filmiku Kasi Napiórkowskiej, gdzie ta kwestia została ujęta wzorowo. Jeden z nielicznych głosów rozsądku w krainie zwanej Internet. A żeby dodać też coś od siebie: oczywiście każdy z nas miałby 4000zł od ręki dla siebie i każdego członka swojej rodziny, żeby opuścić na łódce kraj, prawda? Biedni Syryjczycy czekający na socjal jak pustynny lud na wodę w Mad Maxie nie mieli szczęścia, które dałoby się wycenić na taką kwotę. Oni już dawno nie żyją, lub dogorywają - nie martwcie się.


Dochodzi do takich rzeczy, że obecne nastroje wprawiają mnie w osłupienie ilekroć mijam jakiegoś Araba lub nawet czarnoskórą osobę w galerii handlowej. Jak mam na nich patrzyć, żeby nie pomyśleli, że jestem do nich z góry wrogo nastawiona? Co oni sobie o mnie myślą? A może mają pod ubraniem bomby? To nie burka odgradza kobietę od normalności, a brak zdrowego rozsądku.
Trudno o ten towar deficytowy, więc może faktycznie dobrze będzie dla imigrantów gdyby tutaj nie przyjeżdżali.

Czego życzę sobie i wszystkim Polakom? Żeby w tym kraju nie było złych ludzi. Złych muzułmanów, chrześcijan i złych żydów. Żeby nikt z nas nigdy nie musiał uciekać z kraju w obawie przed innym złym człowiekiem.

Nie namawiam Was do zmiany zdania w sprawie imigrantów. Ja osobiście swojego nie mam. Podzielam natomiast zdanie na temat "braku asymilacji", zbiorowych gwałtów i zamaskowanych terrorystów z większością normalnych ludzi. Namawiam tylko do jednej rzeczy: do myślenia. Do opuszczenia swojego wygodnego łóżka chociażby myślami i do udania się do dalekiego Damaszku. 

Co byś zrobił, gdybyś tam był?
Kobieta kontra reszta świata

Kobieta kontra reszta świata


Dziś na pierwszy rzut temat, który jest gorący jak bułka rano z Lewiatana i który budzi we mnie więcej emocji niż wyprzedaż w Zarze. Zadałam sobie trud przeczytania oryginału Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Tak bardzo nie rozumiem jak można dopatrywać się w niej czegoś złego, że aż mam ochotę wyjąć moje wyimaginowane męskie przyrodzenie i pomachać nim przed twarzą polskiemu Episkopatowi i panom po prawej stronie sali. Czy oni to w ogóle czytali?!


Niektórzy w wyżej wymienionej Konwencji, która w istocie ma przeciwdziałać przemocy, upatrują się zachwiania podziału ról kobiety i mężczyzny. Po pierwsze chciałabym, żeby mi wskazali w którym dokładnie momencie, w którym zdaniu. Po drugie, co jest złego w tym, że od podział ról kobiety i mężczyzny zmienia się z biegiem czasu? Nawet w bajkach Disneya niejednokrotnie łamano stereotypowe myślenie odnośnie płci. Disney nigdy się nie mylił. Disney 1 : Episkopat 0.

Ostatnio jeden ze znajomych – nomen omen z pozoru całkiem sympatyczny, z którym nie miałam kontaktu od kilku lat, zapytał mnie o zdanie w sprawie mojej koleżanki, z którą chciał się umówić. Zaleciało mi trochę późną podstawówką tudzież wczesnym rokoko, ale napisałam, że koleżanka jest spoko. Nie znając absolutnie mojej osobistej sytuacji, czy kogoś mam czy nie mam, rzucił na koniec tekstem: „może też ci się z kimś uda związać jak przestaniesz mieć takie feministyczne poglądy <wink>”.

Gdy pod jakimś linkiem, w którym zawarta była informacja o grupach antyislamskich, które mają chodzić po klubach i chronić polskie kobiety przed podrywem arabów, wyraziłam opinię, że każdy przecież (nawet kobieta!!1) odpowiada tylko i wyłącznie za siebie w takiej sytuacji, przeczytałam „hapaj śniade dzidy”.

Gdy na Facebooku otwieram od czasu do czasu folder wiadomości "inne" (tam trafiają wiadomości od osób nieznajomych - przyp. red.), faceci nie mają najmniejszego problemu z tym, żeby odważnie nawiązywać do cech fizycznych, w charakterystyczny patriarchalny sposób upominając się o to, co się im "należy".
Jem mięso, nie segreguję śmieci, robię burdel w domu, rucham się tylko wtedy jak ja mam ochotę ja – nie moja partnerka, śmiecę, pluję na ulicę, nie mówię dzień dobry, bekam na głos, nie ustępuje miejsca kobietom (nie tylko starszym), nie przepuszczam w drzwiach – pod taką konwencją mogłoby się podpisać sporo mężczyzn, których znam osobiście i jeszcze więcej takich, których nie znam. Gdy mężczyzna nie stara się być okrzesanym, kulturalnym, schludnym, pracowitym, odpowiedzialnym i empatycznym stworzeniem, to nie ma w tym nic dziwnego - taki wizerunek jest czymś absolutnie akceptowalnym społecznie. Gorzej wygląda sytuacja, gdy kobieta wyłamuje się ze schematu matki-Polki. Trzymaj nogi razem! Nie siorb! Umaluj się! Czemu nie ma jeszcze obiadu?! 

Kochane samce alfa, byki rozpłodowe, koguty z małymi fiutami, donżuani z koziej wólki, ostoje tego katolickiego Państwa;

Jeśli chcę iść do wojska, to niech mi żaden śmierdzący cep, co nigdy w rękach karabinu nie miał i piersi prawdopodobnie też, nie mówi, że tego nie mogę zrobić. Jeśli nie chcę sprzątać za mężczyznę, to ani „tradycja” ani nic innego mnie do tego nie zmusi. Jeśli chce uprawiać seks z kobietami czy z kobietami i mężczyznami naraz, to też nikomu do tego. Jeśli zakładam firmę, na której zarabiam dużo pieniędzy albo zajmuje stanowisko kierownicze w dużej korporacji – w dupie mam opinię na ten temat gogusiów, którzy przychodzą do Gorączki poruchać co sobotę, by w niedziele iść z rodzinką do pierdolonego kościoła u rodziny na wsi. Jeśli chcę zostać hydraulikiem, ślusarzem, jeśli chcę pracować na platformie wiertniczej, to dopóki jakieś kwestie zdrowotne nie stoją na przeszkodzie, mogę robić co mi się tylko podoba. Jeśli chcę zażywać tabletki, mieć w macicy spiralę, nie mieć macicy lub mieć dużo dzieci – dalej nikt nie ma prawa podjąć decyzji za mnie. Gdy mężczyzna chce mnie zgwałcić, pobić, szantażować psychicznie czy stosować jakiekolwiek inne środki przymusu czy dominacji – mam prawo się, kurwa, bronić i powinny być akty prawne, które mają mi w tej pomocy... Pomóc.

Zaskakujące jest to, jak wiele jest ludzi, którzy agresywnie przeciwstawiają się pewnym zjawiskom obyczajowym lub społecznym, które ich absolutnie nie dotyczą lub nie powinny ich obchodzić – a sami nic nie robią ku temu, żeby ten świat był lepszy lub lepsi byli oni sami.

Nawiasem mówiąc, panowie, którzy uważają, że równouprawnienie jest sprzeczne z przepuszczaniem w drzwiach, podnoszeniem bagażu w pociągu, noszeniem zakupów czy ustąpieniem miejsca w autobusie – to wasza sprawa. Ja tylko chciałam was uprzejmie poinformować – nie poruchacie, długo nic nie poruchacie.

Przemoc, to nie tylko uderzenie, przemoc, to traktować kobietę jak coś gorszego.

I o tym mniej więcej jest ta konwencja.

Ps. Fragment o lądowaniu kosmitów też był mocny.

TL;DR !!!
Karpia warte

Karpia warte


Pójdźmy wszyscy do łazienki - umyć kible i wanienki. Tak zaśpiewają niebawem miliony Polaków. Zaraz po tym jak wrócą z hipermarketu dzierżąc zmaltretowaną rybę. Przyozdobiwszy twór składający się z drutów i plastikowych zielonych włókien włosami anielskimi wyjętymi z pudełka, które wieki spędza w pawlaczu. Po co to robisz? Nie wiem. Jestem niemal pewna, że Ty też nie masz większego pojęcia dlaczego to robisz.


Założę się o uszko z wigilijnego barszczu, że miliony Polaków, oglądających Kevina samego w domu, w tym 600 moich znajomych na Fejsie, gdzie sporą grupę stanowią spamerzy "Last Christmas"* na zmianę z "All I Want For Christmas Is You" nie świętuje między dwudziestym czwartym, a dwudziestym szóstym grudnia mistycznych narodzin Mesjasza i zbawiciela tego świata


Lubię przejść się po centrach handlowych w ten zimowy czas i patrzeć z pogardą na jarmark kiczu, sztuczności i beznadziejnych baniek na choinkę. Lubię zobaczyć jak w pogoni za chęcią zbudowania ciepła rodzinnego, ludzie tracą czas na kupowanie nikomu nie potrzebnych rzeczy, przesiąkniętych grubym, obleśnym konsumpcjonizmem. W jakiś perwersyjny sposób lubię patrzeć jak ludzie świętują wygodę, wolne dni od pracy, możliwość nażarcia się do nieprzytomności. Ciepła rodzinnego nie da się zbudować w ten sposób. Rozbudzić religijności też się nie da w ten sposób. W ten sposób można co najwyżej zrobić bigos.



Buk się rodzi, moctruch leje. Nawet kolędy są brzydkie. Gdy słyszę kanon kolęd śpiewany na kanale drugim polskiej telewizji przez Natalię Kukulską albo jakąś inną Gosię Andrzejewicz, krzywię się trochę jak przy zapętlonym "Smeels like teen spirit"- coś co kiedyś wydawało się fajnie, dziś wywołuje tylko nudności.



Ale to nic. Przynajmniej życzliwość w tym czasie jest nieudawana. Przynajmniej w tym czasie można napisać czy powiedzieć osobie, której się szczerze nie znosi, że życzymy jej wszystkiego dobrego. 



Aha - i nie zapomnij kupić dzieciakowi Play Station 4. Będzie tyle warte, ile za nie zapłaciłeś - nic więcej.




*Ja dodałam "Last Christmas" na początku września i opatrzyłam komentarzem "Pierwsza!" - nie liczy się!!



Tak wygląda kolacja wigilijna chrześcijan...


...a tak ateistów, agnostyków, buddystów i świadków Jehowy.

Bóg jest ogórkiem? Czyli o tym jak poszłam do kościoła

Bóg jest ogórkiem? Czyli o tym jak poszłam do kościoła


Ostatnio poszłam do kościoła. Dwa razy.


Jestem tego zdania, że ludzie inteligentni, wrażliwi i w głębi duszy "samotni wśród ludzi", będę często szukać do pełni szczęścia jakiejś mistycznej energii. Odnajdą ją być może w filozofii życiowej antycznej bądź nowoczesnej, codziennych rytuałach dnia codziennego i oczywiście w religii lub ogólnie w wierze w bliżej określony bądź nieokreślony absolut tudzież inne siły transcendentne.

Ostatnio poszłam do kościoła.
Dwa razy.

A nie robiłam tego w przeciągu ostatnich kilku lat zbyt często. Czasami mam wrażenie, że jestem męczennikiem odnajdywania - ciągle szukam czegoś co mnie zachwyci w religii i ciągle się rozczarowuje. Nie chodzi o nakazy, zakazy, dziwne tradycje, pojęcie grzechu i relatywizm związany z moim subiektywnym egoistycznym wyborem robienia czegoś lub nie robienia czegoś "zgodnie z wiarą". Zostawmy w tym temacie wszystkie aborcje, invitra, antykoncepcję, zostawmy księży pedofilii. Chodzi o formę.

Skupmy się na religii katolickiej, tak dobrze nam znanej. W minioną niedzielę odbywały się Dożynki. Dowiedziałam się o tym przypadkowo włączając TVP1. Jakiś biskup starej daty i brzydkiej gęby, opowiadał tłumnie zebranej gawiedzi na Jasnej Górze o tym, że dla cywilizacji śmierci uczyni gest swojej inkwizytorskiej mocy i pomarszczonej ręki i uwaga... "Pobłogosławi nasze komputery".
Macie jeszcze próbki żelaznej logiki z częstochowskiej gazety.pl:

- Człowieku dożynkowy, ostrzegam Cię. Bez Komunii, bez modlitwy - zdziczejesz, a potem przyjdzie oziębłość, seks i wyznasz: Ale ja jestem niewierzący!
- Nauczyciele czcigodni! Dlaczego nie zaczynacie lekcji od modlitwy, tylko od wychowania seksualnego? - pytał. - Postępowi jesteście! Więc wychowamy gejów i lesbijki.





Puszczają to w telewizji publicznej w weekend, w czasie dużej oglądalności niedzielno-obiadkowej i potem się dziwią, że jeden z drugim wolą na pasterkę iść do całodobowego Tesco po browary niż do kościoła.
Niemniej jestem pewna, że ksiądz Natanek byłby z niego dumny.

Tej samej niedzieli udałam się do kościoła. Jeśli ktoś z Was, wątpiących, zrezygnowanych, łaknących - ale sceptycznych kiedykolwiek rozważał w Krakowie pójście do kościoła po długiej przerwie polecam całym swoim Kącikiem kościół oo. Dominikanów przy Pl. Dominikańskim (adres - koinsydencja? niewerbalizowałabym).
Oprócz odejścia od sztampowej formy mszy na rzecz na przykład mszy przy samych świecach wieczorem, oferują znacznie więcej. Jest to jedyna parafia jaką znam, w której "Bóg jest miłością" nie brzmi równie przekonywająco jak "Bóg jest ogórkiem". 

Oczywiście jednak coś musiało pójść nie tak i oczywiście coś musiało mnie poirytować. Wzięłam sobie rozkładane krzesełko, usiadłam niedaleko ołtarza z moimi towarzyszami niedzielnymi i nagle słyszę "tu jest przejście, tu się nie siada". Rozglądam się. Wiem, że mam dużą dupę, ale bez przesady, koło mnie mógłby przejechać swobodnie czołg i nic by się nie stało. Ci najmniej wytrwali wstali i zajęli inne miejsca, ja postanowiłam zostać. Chwilę później słyszę rzucanie epitetami, które określają panie lekkich obyczajów, posyłam złośliwemu Panu uśmiech i w głowie zastanawiam się czemu jeszcze nie wezwał policji, skoro jestem taka niedobra. Zaraz później zastanawiam się co ten człowiek robi w kościele. W następnej chwili nagle zleciało się mnóstwo osób, które rozłożyło sobie krzesełka w wyimaginowanym przez naszego bohatera "przejściu" i okazało się, że w rezultacie to on został frajerem, który jako jedyny musiał wstawać, gdy ktoś chciał przejść dalej.

Przeraża mnie jak informacje wykorzystane w jakiś wykoślawiony sposób, dobre chęci wykorzystane w wykoślawiony sposób mogą przynieść odwrotne niż zamierzone rezultaty.
Tak sobie myślę, że nie taki Bóg jak go malują, nie taki Kościół jak go malują. Generalnie to tylko obrazy są takie jak je malują.

Przekażmy sobie znak pokoju :*
Copyright © 2014 szer za szer , Blogger